Krokodyl Dundee

Krokodyl Dundee

IMG_3713.jpeg

Film o australijskim super-prze-kozaku, który zalicza wszystkie niemal stereotypy o Australijczykach , które znamy. 

No więc właśnie. Czy aby na pewno stereotypy? Czy aby na pewno nic nie ma na rzeczy? Otóż możliwe, że jednak jest. 

Ten wielki gad ze zdjęcia poniżej to nie jest jakieś eksponat muzealny przedpotopowego pioniera gatunku. To zdjęcie krokodyla z Australii, który w 1955 roku pokusił się na konsumpcję Barbary Pawłowskiej, trzyletniej natenczas córki Pani Krystyny Pawłowskiej. I cóż mogę powiedzieć. Nie był to najlepszy z pomysłów tejże wielkiej bestii. Pani Krystyna (Krys), zaalarmowana krzykiem swojego starszego syna, złapała za sztucer i wypaliła. Wystarczył jeden strzał, prosto między oczy, żeby ze straszliwego drapieżnika zmienił się w materiał na szykowne buty i torebki. Ale o tym za chwilę. 

Zapewne zauważyliście, że nazwisko Pawłowska brzmi wielce swojsko. Nie bez kozery. Pani Krystyna, urodziła się w 1927 właśnie u nas, w Polsce. Długo tu nie zabawiła, bo, oczywiście, Ruskie wywiozły jej ojca wraz z całą rodziną na Syberię. Krys miała wtedy 13 lat. Na Syberii przyszło im przetrwać 2,5 lat, po czym w ramach wymiany jeńców Sowietów z Anglikami trafiły, z przygodami, do Australii. 

Tam poznała swojego drugiego męża, również Polaka, byłego żołnierza AK, który po złapaniu przez Niemców zdołał uciec z obozu i przedostać się na ziemie alianckie, a potem do Australii, gdzie został poszukiwaczem złota (swoją drogą też historia jak z filmu).

Ale wracając do bestii z obrazka. Po ustrzeleniu tego wspaniałego okazu – 8,6 metra długości, największy krokodyl kiedykolwiek widziany w Australii aż do dzisiaj włącznie – państwo Pawłowscy ze zdziwieniem odkryli, że za skórę gada otrzymają 10 funtów. 10 funtów w tamtych czasach była to równowartość ok. tygodniówki Rona, czyli całkiem niezły pieniądz dla dość ubogich imigrantów z trójką dzieci. 

Tak więc Krys wraz z całą rodziną zostali łowcami krokodyli. I to nie byle jakimi łowcami krokodyli, a najbardziej kozackimi i legendarnymi łowcami krokodyli w całej Australii, a jestem nawet gotów zaryzykować twierdzenie, że i na świecie. Sama Krys, jak głosi legenda, ma na koncie 5000 ustrzelonych gadów. Każdy jednym strzałem, stąd jej przydomek „One Shot Krys”. Mawiają, że chybiła krokodyla tylko trzy razy. Jej mąż, również przecież wspaniały strzelec, zwykł mawiać, że oboje bez problemu trafią w butelkę z pistoletu ze 100 metrów, ale tylko Krys trafi potem jeszcze raz w dziurę po poprzednim strzale. A wszystko w nienagannym makijażu i z długimi, pomalowanymi na czerwono paznokciami. Bo z tego również była znana Krys. Ta malutka snajperka i łowca zawsze szła na polowania pięknie umalowana i z nienagannie zrobionymi paznokciami. Mawiała nawet, że lubi przed strzałem zobaczyć błysk słońca na perfekcyjnie pomalowanym paznokciu na palcu na spuście. Mało tego, Krys nie tylko była wspaniałym strzelcem. Była również mistrzem w obrabianiu, skórowaniu a nawet wypychaniu krokodyli. Wszystko z długimi paznokciami przypominam. Pewnego razu usłyszała, że jakiś Australijczyk z północy chwali się, że nikt tak szybko jak on nie oskóruje krokodyla.  Pojechała więc na północ, założyła się z nim, po czym zdjęła skórę z krokodyla, zasoliła go, zwinęła narzędzia i zrobiła sobie kawkę zanim ten był nawet w połowie pracy. 

Z czasem jednak zarówno Krys jak i Ron zaczęli podziwiać wielkie gady, zamiast traktować je tylko jak zwierzynę łowną. Założyli pierwszy na świecie rezerwat i farmę krokodyli, położyli podwaliny pod ich ochronę i wykorzystali swoją, niemałą już, sławę, aby promować te gady wszędzie gdzie trafili. Ron jest również znany jako świetny twórca filmów dokumentalnych, od kiedy zamienił sztucer na kamerę. W końcu nikt nie wie tyle o krokodylach co on. 

Krys zmarła w 2004, ale jej dzieci, w tym uratowana od pierwszego z ustrzelonych krokodyli Barbara, kontynuują jej pracę na rzecz krokodyli.